Freya

Historia Jachtu Freya

....jest wspaniała. A każdy kto żeglował na Freyi wie, że ma duszę.

Jacht stalowy J-80, jedna w najdzielniejszych jednostek pływających polskiej produkcji.

Drugi jacht tego typu zbudowana zaraz po Eurosie – aktualnie najstarsza pływająca jednostka - jotka.

Zbudowana w 1968 r w Stoczni Gdańskiej im. Lenina. W 1969 wypłynęła w swój najważniejszy rejs zaplanowany przez kapitana Dariusza Boguckiego na dalekie szlaki północy którego celem było zdobycie zachodnich brzegów Grenlandii.

Jacht do ambitnych i trudnych rejsów – na najbardziej wymagające wody świata. Nie obce jej zimne miejsca i lód.

28.06.1969 Frey-a opuściła macierzysty port w Górkach Zachodnich i skierowała się w wymarzonym kierunku.

18.09.1969 r jacht pod dowództwem kapitana Dariusza Boguckiego dopływając do portu Godthåb jako pierwszy jacht żaglowy pod polską banderą a drugi jacht żaglowy w światowej historii żeglarstwa dotarł do zachodnich wybrzeży Grenlandii.

Był to rejs bardzo trudny, żmudny nie obyło się bez sztormów i huraganów. Na jacht i jego załogę poza wilgocią, wielką falą i mrozu czyhały pola lodowe i mgła.

Freya przez 1981 godzin (84 dni) trwania rejsu pokonała 6450 Mm.

Na morzu przebywała ponad 66 dób.

Załoga spędziła w portach 387 godzin odwiedzając po drodze m.in. Wielkiej Brytanii, Islandii, Grenlandii, Danii i Szwecji.

zdjecie_z_ksiazki

Załoga "Freyi", która osiągnęła zachodnie wybrzeże Grenlandii   fot. J. Dominowski (źródło: "Polskie jachty na oceanach" Aleksander Kaszowski, Zbigniew Urbanyi)

freya_zdjecie_z_ksiazki_a

Zdjęcie z 1969 roku, z rejsu na Grenladnię (źródło: kpt. Dariusz Bogucki "Do Brzegów Grenlandii")

Kanał Falsterbo, wody Kattegatu, wyspa Ven, Orkady, cieśnina Stronsay, Atlantyk,przylądek Farvel to tylko część miejsc przebytych przez Freye.

Rozerwany fok, pęknięty fał, pęknięta rura wydechowa silnika, spalona prądnica, awaria steru wszystkie przeciwności pokonali razem załoga wraz ze swoim dzielnym jachtem Frey-ą. Na każdym z tych etapów Freya walczyła dzielnie i nie zawiodła.

Stopień trudności żeglugi najlepiej określa poniższy cytat:

„Atlantyk nie pozwolił na sielankę i dobre humory. Najcięższy sztorm w tym rejsie dopadł ich następnego dnia. Ocean oszalał.

„To był moment. W potwornym huku i łomocie zdołałem zobaczyć, jak cała zawartość kambuza przeleciała w jednym błyskawicznym przerzucie przez korytarz(...)
Dosłownie wszystko, co tam było – zapasy naczynia, garnki – wylądowało w nawigacyjnej. Ściana korytarzyka położyła się, podłoga stanęła na mgnienie oka sztorcem, ale równie błyskawicznie wróciła na miejsce”

„O godzinie 13:00 zobaczyli pierwszą górę lodową, a w nocy w dzienniku przybył nie notowany jeszcze zapis: „23.30 – oblodzenie want”.

Po raz pierwszy temperatura spadła poniżej zera. Coraz trudniej było wytrzymać na wachcie sterowej....”

zdjecie_z_ksiazki_2

"Freya" fot. J. Uklejewski  (źródło: "Polskie jachty na oceanach" Aleksander Kaszowski, Zbigniew Urbanyi)

„....Pod pokładem też było ciężko żyć. Ogromne zawilgocenie powietrza zmieniało pomieszczenia w wilgotne nory.I to był ten ostatni najtrudniejszy przeciwnik. Bo każdy sztorm m swój koniec, pływające góry można wyminąć, pole lodowe obejść. Od wilgoci i zimna nie sposób uciec.”

Było ciężko, nawet bardzo ale przetrwali i wygrali – dlatego warto uratować ten kawał historii, ocalić od zapomnienia, od wiecznego spoczynku na złomie – żaden dzisiejszy jacht nie ma tej dzielności, która ochroni załogę w każdych warunkach.

Dzisiaj w jachtach jest wygoda, są wszelakie udogodnienia ale brak w nich duszy - takiej jaka jest we Freyi....

Dlatego prosimy przyłączcie się do ratowania Frey-i dorzucie swoją małą „cegiełkę” by ją ocalić.